Mam pustkę w głowie. Chcę za wszelką cenę zapomnieć, to mnie wyniszcza od środka. Czuje jedno wielkie nic. Zawsze będzie dla mnie kimś ważnym, ale równocześnie będzie pierwszą osobą na liście do odstrzału. Minęło trochę czasu od naszego ostatniego spotkania, a to wszystko znów wraca. Nie chce, żeby wracało. Chcę tak bardzo mieć Cie tam gdzie Ty masz mnie, czyli w zadzie.
Mówił, że nie nadaje się do związku, a na popularnym portalu znalazł już sobie jakąś laskę, lajkuje wszystko co się da u niej. Pewnie wkręci jej taki sam kit jak mi z takim szczegółem, że nie potraktuje jej tak chamsko jak mnie. Nie wiem, skoro mój romans skończył się po krótkim okresie czasu (jak dwa poprzednie) to może rzeczywiście to ze mną jest jakiś problem? Mój problem jest jeden, chcę, by ktoś mnie pokochał, zabiegał o mnie i nie widział poza mną świata. Jestem kobietą, to oczywiste, że kobiety kochają być adorowane i utwierdzane w przekonaniu, że są potrzebne i kochane przez swoich facetów. Nigdy nie doświadczyłam tego tak na serio, bardzo bym chciała. To jest takie miłe i takie budujące... Wszytko, co działo się do tej pory było tylko złudzeniem. Wydawało mi się, że tak jest albo, że przynajmniej on się zmieni i mnie doceni.
Jestem naiwniaczką i mój drugi problem leży w tym, że jak się zakocham to jest KONIEC. On wtedy może traktować mnie jak kretynkę, a ja na to idę, nienawidzę tego, chciałabym się zmienić, ale nie mam już na to wpływu.
Znowu się użalam nad sobą, ale mam dosyć wszystkiego, dosłownie wszystkiego. Chciałabym się tylko do Ciebie przytulić, nie musimy rozmawiać, chcę czuć, że jesteś i chcesz mnie kochać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz