poniedziałek, 7 lipca 2014

Jak zapomnieć?

Dawno mnie tutaj nie było. 30 kwietnia napisałam tutaj ostatni post. Przez cały maj były zgrzyty, ale było też dobrze, a przynajmniej mi się tak wydawało. Wtedy czułam się dobrze, nawet bardzo. Miałam poczucie, że jest ktoś komu zależy, ktoś kto nie zostawi mnie z dnia na dzień właśnie wtedy, gdy pojawiają się kłopoty, a kłopoty trzeba rozwiązywać.

Na początku miałam bekę i traktowałam ten związek z rezerwą. Owszem, lubiłam go, ale brałam wszystko na dystans. W końcu pochodzimy z dwóch różnych światów...
Gdzieś ok. 16 maja zaczęłam to brać na poważnie, później poszło już z górki ZAKOCHAŁAM SIĘ. Zakochałam się w kimś, kogo od początku miałam za idiotę. W życiu nie poleciałabym na kogoś takiego, nawet mi się nie podobał, ale kurde coś mnie tam ciągnęło - ta zła siła, która jak się później okazało rzeczywiście była zła. Mówił, że kocha i tak mi się wydawało, że tak jest, ale właśnie WYDAWAŁO mi się tylko. Nie wiem kim dla niego byłam, może kimś dla wypełnienia wolnego czasu? Kimś, kto robi mu dobrze? Jak się okazało byłam dla niego nikim, bo zostawił mnie z dnia na dzień i to jeszcze przez telefon. Wybrał kolegów, dragi, alkohol, dziwki i WOLNOŚĆ. Ja wiem, że też nie byłam w stosunku do niego fair zawsze, ale w życiu nie zrobiłabym mu takiego świństwa.

Zaakceptowałam tyle rzeczy, a on twierdził, że nie akceptuje go takim jaki jest. Co za bzdura. Jego przeszłość za każdym razem mnie dobijała, ale ja z zaciśniętymi zębami słuchałam tego i przyjmowałam do wiadomości to, że jestem z kimś nienormalnym.

Psuło się od tygodnia, był płacz, prawie rozstanie, ale wydawało mi się chociaż w połowie, że to się ustatkuje i on tak szybko nie odpuści! Ale ja przecież zapomniałam, że ja nie mam szczęścia w miłości i jeszcze nikt o mnie tak na serio nie zawalczył o czym skrycie marzę. Pisałam to już wcześniej kiedyś, że każda kobieta lubi poczuć się wyjątkowa. Nie muszą to być drogie prezenty i nie wiem co, ale zwyczajne gesty. Ja na ogół nie jestem wymagająca i jak się zaangażuję to akceptuję takie rzeczy, że normalnie bym tego nie zaakceptowała, ale cóż - serce nie sługa. Wracając do tematu, nie dostałam od niego nic. Również nie zabrał mnie nigdzie. A nie przepraszam zabrał, pamiętam to jak dziś - po zdanej ustnej maturze z polskiego zabrał mnie na ryby, niby wszystko ok. Wydawało mi się, że będzie romantycznie - ja, on i wokół nic. Myliłam się. Jego najlepszy ' best friend ' z nami pojechał. Wiecie jak się wtedy czułam? Jak kretynka, ale co ja miałam poradzić na to? Na początku nie przeszkadzali mi jego kumple, ale później owszem. Uważam, że jeżeli masz dziewczynę i pewne zobowiązania wobec niej to kumple powinni iść na bok. Przynajmniej mi się tak wydaje. Ale nie było tak.

Ja nigdy nie zabraniałam się mu spotykać z kumplami - Ty masz swoich kumpli, a ja swoje koleżanki. Ale w momencie, gdy Jego najlepszy kumpel wpierdala się w związek i sprzedaje złote rady, a on go słucha no to przykro mi, ale nic dobrego z tego nie będzie i nie było.
Jestem głupią naiwniaczką, bo czekam na to kiedy on napisze, że mu mnie brakuje, ale taki dzień nie nastąpi. Kocham go bardzo, ale nie wrócę do niego, mimo tego, że cholernie cierpię. Zrobiłabym dla niego wszystko, jednak pragnę przypomnieć, że to on porzucił mnie jak ostatnie ścierwo, bo nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy, a obwinia za wszystko mnie i nie chce mnie znać. Jest pieprzonym cwaniakiem, ale jak przyszło co do czego pokazał swoje prawdziwe oblicze. Najgorsze jest to, że ja doskonale wiedziałam o tym, wiedziałam jaki to cham i prostak, ale wierzyłam w to, że on się zmieni, że będzie tak jak być powinno.

Gdyby Ci zależało nie zostawiłbyś mnie. Nigdy Ci na mnie nie zależało. Twój kolega miał rację, liczą się dla Ciebie tylko melanże, a słowo ' kocham ' to tylko słowo. Powinnam słuchać starszych, bo jak widać on miał rację co do Ciebie.

Koniec płaczu.